W ubiegły weekend korzystając z ostatnich chwil na zakupowych okazji wstąpiłam do Galerii Złote Tarasy. Spotkałam tam buszującą gromadkę blogerek Justynę z Błachoski Kosmetyczne, Asię z Piękność Dnia oraz Sylwię wraz z siostrą z Scooby Ciasteczka.
W pierwszej kolejności zaczęłam zakupy w Douglasie. Na półce przecenionych kosmetyków wypatrzyłam kilka ciekawych marki Giorgio Armani (-50%). W koszyku znalazły się dwa błyszczyki: Beige 105 i Plum 602, cena za sztukę 72,50pln :) po miłej rozmowie z jedna z konsultantek udało mi się kupić cienie Giorgio Armani z nowej kolekcji -20% :D
Cienie Giorgio Armani No.1
Następnie skuszona zestawem, który kupiła Justyna popędziłam do Sephory. Zestaw dr Brandt przeceniony na 139pln :) mikrodermabrazja + pielęgnacja okolic oczu.
Na deser został tylko MAC. Po jednym dotknięciu róż z kolekcji Apres Chick Mineral Blush w kolorze Amber Glow już był mój ;)
Zakupy jak najbardziej udane i w tak miłym towarzystwie!
A jak Wasze "polowanie" ? Udane czy też jeszcze nie zakończone? ;)
Do niedawna moje kosmetyki, w szczególności kolorowe "mieszkały" wszędzie. Z czasem w kuferku brakowało miejsca, więc kupiłam drugi. Po jakimś czasie i tu brakowało miejsca... lokowałam kosmetyki w plastikowych organizerach i upychałam to w komodzie między dokumentami, także w biurku, już brakowało mi miejsca. Musze przyznać, że mimo to , że ta sytuacja mi przeszkadzała to nie miałam pomysłu żeby temu zaradzić...do momentu kiedy obejrzałam moją ulubienicę Tiffany :) i jej zorganizowana komodę...
Odnalazłam taką sama komódkę w IKEA i wybrałam ten sam model tylko mniejszą wersję: VIKA ALEX
Komoda składa się z pięciu szuflad, dwóch wąskich i trzech szerszych.
Dodatkowo wybrałam akcesoria/ pojemniki, które ułatwiły mi uporządkowanie wszystkich kosmetyków: POJEMNIKI GODMORGON oraz PÓŁKI Z PRZEGRODAMI
Teraz wygląda to tak:
Komoda
Szuflady z zawartością
Pierwsza szuflada to "szuflada lakierowa". Tu wykorzystałam jeden z pojemników, aby lakiery się nie przemieszczały.
Druga to szuflada z pigmentami, żel linerami, pudrami w kamieniu, sypkimi, róże itp. (kolejny z pojemników oraz mały pojemnik.
Trzecia szuflada zawiera palety Mac z cieniami oraz jedna z różami, zmieściłam też pomadki, błyszczyki, korektory, podkłady, tusze do rzęs, kredki itp...tu wykorzystałam plastikowe przegródki i pojemniczek.
W kolejnej miej zagospodarowanej znajdują się pędzle (nie wszystkie widoczne na zdj.) oraz luźne kosmetyki kredki, róż, palety cieni, klej do sztucznych rzęs itp.
W ostatniej mieszczą się płynne kosmetyki takie jak szampon do pędzli, płyny micelarne, Fix+ oraz chusteczki do demakijażu.
Na górnej części komody ustawiłam moje pachnidełka :)
Jak Wam się podoba taka organizacja kosmetycznej komody? Jestem ciekawa jak Wy radzicie sobie z przechowywaniem kosmetyków ;)
Z bondowskiej kolekcji Skyfall jaką przygotowało OPI wybrałam dwa lakiery. Kolekcja równie mocno oczekiwana jak i film składa się z 12 lakierów.
Live And Let Die to ciemna zieleń, prawie czarna a w niej zatopiony złoty i jasnozielony shimmer. Formuła lakieru jest bardzo dobra. Idealnie się rozprowadza i kryje już przy pierwszej warstwie. Fantastycznie prezentuje się w świetle dziennym, kiedy padają promienie słońca kolor pięknie się mieni. Jeśli chodzi o trwałość po jednym dniu zauważyłam dwa delikatne odpryski, ale może to kwestia przygotowania paznokci choć płytka została odtłuszczona.
On Her Majestry's Secret Service w niebieskiej przydymionej bazie zatopiony jest zielony, złoty, niebieski i różowo-fioletowy shimmer bardzo gęsto "upakowany". Pięknie mieni się w załeżności od rodzaju światła i od jego konta padania. Formuła lakieru dość rzadka, użyłam trzech warstw. Cztery dni beż odprysków oraz bez startych końcówek. Zdecydowanie mój faworyt jeśli chodzi o kolor.
Jak Wam się podoba kolekcja Skyfall? Macie swoich faworytów?
Cellulit to zmora większości kobiet. Dopada niemal każdą z nas, czy dbamy o dietę czy nie, czy jesteśmy szczupłe czy też nie, czy uprawiamy sport czy też nie. Cellulit jest bezczelnie ciężki do zwalczeni. Nie można jednak jedynie pokładać nadziei w kremach czy olejkach ale trzeba dodatkowo wspomóc organizm w walce. Pamiętajmy o jakimkolwiek ruchu, o minimalizowaniu spożycia słodyczy a także o nawadnianiu organizmy (min. 2 litry wody dziennie).
Jeśli zdecydujemy się na pielęgnację antycellulitową dobrze jest zapoznać się z ofertą firm, które posiadają linie kosmetyczne specjalnie stworzone do tego rodzaju pielęgnacji.
Z linii antycellulitowej Collistar wybrałam dwa produkty, które wspomagają moją
"walkę": Anti- Water Talasso- scrub oraz Saline Slimming Cream. Moje oczekiwania wobec tych produktów to zahamowanie procesu
powstawania cellulitu.
Collistar jest pierwszą marka, która oferuje kompletną linię produktów do walki z cellulitem. Jako jedyna firma oferuje pielęgnację do każdego rodzaju cellulitu.
Anti- Water Talasso - Scrub (sole, cukier trzcinowy, przyprawy i olejki) Peeling zawiera koktajl soli morskich, cukru trzcinowego, olejków esencjonalnych oraz przypraw. Mieszanka lipolitycznych roślinnych ekstraktów pobudza drenaż i wyszczupla. Efekty: wygładzona i wzmocniona skóra , zmniejszone obrzęki, sylwetka wymodelowana oraz wrażenie lekkości i uczucie dobrego samopoczucia gwarantowane. Moim zdaniem: drobinki soli oraz cukru trzcinowego zatopione są w olejkach eterycznych, dobrze oczyszczają skórę i pobudzają ją do krążenia. Peeling jest dość mocny ale nie ostry i bardzo przyjemny w stosowaniu, a bardzo przyjemny zapach unosi się w całej łazience.Skóra jest gładka i odczuwalne jest uczucie lekkości, nie zauważyłam efektu wyszczuplenia. Peeling stosowałam co 2-3 dni, od połowy października aż po ubiegły piątek. Z przyjemnością do niego wrócę jednak najpierw wypróbuję pozostałe perełki z tej serii. Cena za 700g od 140-195pln.
Saline Slimming Cream / Wyszczuplający Krem z Soli Morskimi(drenaż i modelowanie sylwetki dzięki solom morskim i Slimming Complex *- efekt kosmetyczny, który nie powoduje utraty wagi) Opatentowana formułasolna stworzona z myślą o osobach z problemem miejscowego nagromadzenia tkanki tłuszczowej związanego z zatrzymywaniem wody. Wyszczuplający ekskluzywny składnik Collistar Slimming Complex* w połączeniu z intensywnym działaniem drenującym soli morskich pobudza ultra szybkie usuwanie płynów z organizmu. Formuła tworząca swego rodzaju niewidzialny gorset, z którego stopniowo uwalniane są składniki aktywne, wzmacnia efekty i wydłuża skuteczność kremu. W celu uzyskania najlepszych rezultatów nakładać na noc, kiedy tkanki wykazują największe zdolności drenażu i usuwania płynów i toksyn.
Moim zdaniem: krem ma konsystencję bardzo bogatą, czuć jakby był mocno "zbity", ale podczas aplikacji jest lekki. Krótko po nałożeniu kremu czuć delikatne szczypanie na skórze, które po krótkim czasie zanika. Po chwili widać jak skóra robi się zaczerwieniona i ten stan utrzymuje się przez kilka minut. Stosuję go od połowy października codziennie (prócz nielicznych momentów lenistwa:), od jakiegoś czasu wyłącznie na noc. Odradzam stosowania rano ponieważ krem tworzy tzw. "gorset". Czuć to niewidzialne ubranko i to co zauważyłam, że ubranie skutecznie ten "gorsecik" psuje. Nie należy też zbyt długo masować skóry, gdyż krem się ściera i wygląda jak sucha złuszczająca się skóra. Moje wrażenia podczas stosowania preparatu są bardzo pozytywne. Może mnie nie wyszczuplił ani też nie sprawił, że mój cellulit nie znikł na dobre jednak czuję, że skóra jest jędrna i napięta. Cena za 400ml kremu- 195pln.
Mimo, że cellulit nie znikł mam wrażenie, że te preparaty skutecznie hamują jego powstawanie czy też pogłębianie. Peeling już mi się skończyła a kremu mam jeszcze połowę opakowania. Już mam na oku kolejne preparaty do sprawdzenia i na pewno o rezultatach napiszę ;)
A Wy jak walczycie z cellulitem? Macie jakieś skuteczne metody?
Naked 2 kryje w sobie 12 kolorów z czego 3 to matowe cienie : foxy, tease i blackout. Paleta wzbogacona o highlightery, większa ich ilość w porównaniu do Naked (pierwszej wersji). Utrzymana w większości w ciepłej tonacji. Cienie posiadają doskonałą pigmentację i są bardzo plastyczne. Spodziewam się bardzo dobrej trwałości jednak ciężko mi to stwierdzić bo zawsze używam Primer Potion Urban Decay, a ta baza nigdy mnie nie zawiodła.
Dołączona miniatura błyszczyku jest bardzo przyjemna, nie skleja ust a kolor jest delikatny. Jednak dla mnie dużym minusem to efekt mięty. Bardzo nie lubię tego typu pomadek i błyszczyków.
Podwójny pędzelek, który również znajdziemy w palecie jest syntetyczny. Mniejszym pędzelkiem aplikujemy cienie a większym rozcieramy (blendujemy) linie między cieniami. Włosie jest syntetyczne może nie idealne do aplikacji cieni jednak wystarczające.
Podsumowując druga wersja cieni Naked2 jest bardzo udana. Idealna zarówno do wykonania dziennego makijażu jak i wieczorowego. Cena 132 pln za 12 świetnych cieni.
Paleta cieni Naked2 wpadła w moje ręce dzięki Ani z Bazarku Kosmetycznego. Baaardzo dziękuję ;)
A tak prezentują się pozostałe:
Od lewej: foxy, half baked, bootycall, chopper, tease,snakebit
Od lewej: suspect, pistol, verve, ydk, busted, blackout